Pomimo iż książki jednak nie kupiłam, pewnego dnia zawitała u mnie w domu. Bardzo szybko wzięłam się za jej czytanie i…
… no właśnie… i przeczytałam 20-30-50-150 stroni moje rozczarowanie rosło w zastraszającym tempie! Doszłam mniej więcej do 280strony i na drodze stanął mi ogromny kryzys. Każdą inną książkę po prostu bym odłożyła,ale z tą miałam problemy. Powiedziałam, że zaprę się i ją przeczytam, choć by nie wiem co!
Jest to historia dziewczyny imieniem Sara, w wieku ok. trzydziestki, która od najmłodszych lat walczy z wada wymowy. W przeddzień swojego ślubu nakrywa narzeczonego w łóżku, że swoją druhną, a zarazem najlepsza przyjaciółką. - Zresztą trudno mi zrozumieć, po co ten wątek został tam wpleciony, ale widocznie pisarka miała ku temu jakiś powód. Po tym wydarzeniu, Sara zbiera się w sobie i znajduje nową miłość swojego życia i wyprowadza się z nim do innego miasta, gdzie usiłuje na nowo wszystko sobie poukładać...
Ale teraz może trochę argumentów… po pierwsze ogromnie nie podobał mi się styl w jakim napisany jest Kryształowy Anioł! Na początku odebrałam go jako… infantylny, dziecinny, niedopracowany, ogłupiający czytającego. Wręcz miałam wrażenie, jakbym się w nieudany sposób wpakowała w głowę jakieś głupiutkiej trzpiotki, która w niekontrolowany sposób strzela chaotycznymi myślami jak z karabinu maszynowego. Pod koniec książki, czułam jakby Grochola chciała się po prostu nauczyć się nowego stylu i to było jej pierwsze podejście i nikt tego jeszcze nie sprawdzał. Choć przyznaję, że pod koniec szło już jej odrobinę lepiej, co nie zmienia jednak faktu, że u mnie za styl dostaje 2!
Następnie fabuła… tutaj również muszę podzielić książkę na dwie części. Pierwsza – ok. 200-250 stron – banalna, bez związku,zbyt flegmatyczna i rozległa. To co mnie najbardziej kuło podczas czytania to liczne opisy banalnych czynności w styl: podniosła prawą rękę, otworzyła szafkę i powoi wyciągnęła z niej blado brązowy słoik mielonej kawy, który kupiła 2 tygodnie temu specjalnie dla R. w lokalnym sklepiku na rogu sąsiedniego osiedla. a opis ten tylko odwraca uwagę od sytuacja w jakiej obecnie znajdują się bohaterowie i moim zdaniem jest całkowicie zbędny i stanowczo za szczegółowy.
Bohaterowie… niewyraźni, bez charakteru,płascy. Na tak prostą fabułę, jest ich stanowczo za dużo. Ponadto,przeskakiwanie z jednego do drugiego często powoduje, że czytelnik się gubi.
Ech… no cóż więcej mogę powiedzieć… nie jestem zachwycona ta pozycją. Końcówka Grocholi wyszła nawet fajnie, ale w każdym innym przypadku, nie doszłaby do końcówki…

Ocena: 3/6
Hmm po tej recenzji mam mieszane uczucia czy przeczytać tą książkę czy nie
OdpowiedzUsuńJa chyba tego nie czytałam, więc nie będę się mądrzyć, mam natomiast pytanie - Ty sama zrobiłaś taki ładny szablon?
OdpowiedzUsuńHa! Nawet nie wiesz jak mnie uradowałaś tym, że podoba CI sie mój szablon! Niestety nie ja go zrobiłam, aż taka zdolna nie jestem :)
OdpowiedzUsuńZnalazłam go na stronie:
http://www.deluxetemplates.net/
A co od książki, to raczej średnio polecam :)
Zgadzam się z Kalio, świetny szablon, taki miły dla oka :) Za Grocholą nigdy nie przepadałam więc raczej się niegnę po tę książkę.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam!
A dziękuję, dziękuję :) aż się zarumieniłam! Po przejściach z onetowym blogiem, gdzie NIC nie można zrobić z grafiką tutaj aż mi miło popatrzeć na różne style i tylko mi żal, że jeden moża wybrać :)
OdpowiedzUsuńA co do Grocholii, to pewnie już do niej nie wrócę...
a ja ostatnio walczę ( uwielbiam czytać i prawie czytam wszystko:::))) z "upoważnieniem do szczęścia" tej autorki. I walczę przeokropnie. Smutne, szare i nijakie. Takie bardzo pesymistyczne. Przeczytałam dwie historyjki i nawet nie pamiętam o czym były !!! Pamiętam tylko, że były bardzo deprymujące...
OdpowiedzUsuńBuziaki
Lui
Czesc Lui :))) a wiesz, ja ostatnio stwierdzilam, ze jak jakas ksiazka mnie nie wciaga, to z nia nie walcze... w koncu jest tylew wspanialych ksiazek, ze na te slabe szkoda czasu... :)
OdpowiedzUsuń